— To ten sam, co jechał na koniu i czapka mu ze łba zleciała — dodał Jędrek.

Chłop pochylił głowę w jedną stronę, potem w drugą, przypatrzył się.

— Jużci że on, pokraka!... — rzekł z niechęcią.

I dodał szeptem:

— Zły znak!... Pewnie mi łąki nie wypuszczą, kiedy nam drogę zastąpił ten farmazon.

— Ale fuzję ma porządną! — mówił Jędrek. — Do czego on tu strzylo40, bo ino wróble latają?... Iii... może do niczego?... Ja, żebym miał fuzję, to bym se strzelał cały dzień, choćby w górę, a prochu, psiakość, tyle bym sypał, że by na samej plebanii huczało.

— Do nas on nie strzeli? — cicho zapytał Stasiek, wahając się, czy iść dalej.

— Co ma do nas strzelać? — odparł ojciec. — Przecież do ludzi strzelać nie wolno, za to jest kryminał. Chociaż... kto go wie, na co by się nie porwał taki zaprzaniec41!...

— Oj! oj! — pochwycił Jędrek — niech no by spróbował...

— A cóże byś mu ty zrobił?