Tak rozmawiając po francusku, zbliżyli się do sztachet, za którymi stali chłopi.

— Przynajmniej dla tego musisz co zrobić — rzekł panicz — bo dziwnie mi się podobał.

Pani przyłożyła szkła do oczu.

— Ach, to jest Ślimak! — zawołała. — Limaçon43... wyobraź sobie, co za komiczne nazwisko!

— Poczciwy człowieku — zwróciła się do chłopa — brat mój chce, żebym co dla ciebie zrobiła, no i ja sama rada bym. Czy masz córkę?

— Nie mam, jaśnie pani — odpowiedział chłop, całując przez kratę kraj jej sukni.

— Szkoda. Mogłabym dziewczynę nauczyć roboty koronek.

— Poprzednio umywszy ją — dodała po francusku.

„A o łące ani wspomni!” — pomyślał chłop.

— To są twoi chłopcy? — pytała dalej Ślimaka.