— Ale, fortuna!... — przerwała Ślimakowa — jego szwagier ma przecie z tysiąc morgów i jeszcze narzeka!
— Tak ci mnie, para, tumanił. A kiedy zobaczył, że ja — nic, doprowadził mnie do samej pani. Ona znowu wzięła mnie zagadywać, żebym jej chłopaków posyłał do uczenia, a pan przez ten czas wygrywał se na organach...
— Cóż on chce zostać organistą, jak mu ziemię zabiorą? — spytała gospodyni.
— On se tak wciąż przygrywa; nic nie robi, ino przygrywa. Więc potem — prawił chłop — wyszedł i pan, a oni zaraz zaczęli mu śwargotać51 po frajcusku, że chłop (niby ja) jest strasznie twardy, że podejść go (niby mnie) nie można, zatem — żeby mi co prędzej sprzedał łąkę, nim się opamiętam.
— Toś ty zmiarkował, co oni gadają?
— Com nie miał zmiarkować! Przecie ja i po żydowsku jestem wyrozumiały.
— I nie kupiłeś łąki? Dobrześ zrobił, bo w tym jest nieczysty interes — zakończyła kobieta.
Ale chłop nie ucieszył się z żoninej pochwały, znowu bowiem opanowała go wątpliwość co do zamiarów państwa.
„A może oni szczerze chcieli sprzedać łąkę tak tanio?” — myślał.
Przestał jeść i wałęsał się z kąta w kąt po chacie. Ogarniał go coraz większy niepokój, że może źle zrobił, opuściwszy taką okazję, ale — dodawał sobie otuchy, mrucząc: