— Nie mnie okpić! Znam ja się na rzeczy!...
Nareszcie wzburzenie Ślimaka dosięgło zenitu. Siadł na ławie, potem zerwał się z niej, pochwycił się za głowę i przez chwilę już nie wiedział, co ma robić z ciężkiej niepewności. Nagle spojrzał na Jędrka i — błysnęła mu myśl szczęśliwa.
— Chodź ino tu, Jędrek — rzekł do chłopca zdejmując rzemyk z bioder.
— Oj, tatulu, nie bijcie mnie! — wrzasnął chłopak, któremu zresztą już od paru godzin zdawało się, że bicie go nie minie.
— Nic nie pomoże! — mówił Ślimak. — Hardy jesteś, naśmiewałeś się z panicza, pyskowałeś przed samym jaśnie panem... Ligaj52 na ławie!
— Oj, tatulu, niechajcie mnie53! — prosił Jędrek. Stasiek objął ojca za nogi i z płaczem całował mu kolana, a Magda wybiegła do gospodyni na dziedziniec.
— Mówię ci: ligaj na ławie! pókim dobry... — wołał Ślimak. — Jak ty dziś dostaniesz swoje, to nie będziesz się, kondlu, wdawał z tym hyclem Jaśkiem... Ligaj mi zaraz!...
Wtem Ślimakowa gwałtownie zapukała do okna.
— A chodź prędko, Józek — mówiła — bo cosik się stało nowej krowie. Tak się tarza...
Chłop puścił Jędrka i pędem pobiegł do obory. Tu jednak zobaczył, że wszystkie krowy stoją przy żłobach i spokojnie jedzą.