— Ot, dola! — szepnął Ślimak. — Żeby to dziedzic, żeby choć ekonom tak cię, człeku, posponował16, jeszcze by żalu nie było. Ale nieme stworzenie i to już nie daje ci dobrego słowa...
Utopił palce we włosy, aż mu czapka zsunęła się na lewe ucho, i wstrzymał konie, chcąc rozejrzeć się i smutne myśli pogubić gdzie na polach.
Między chatą i gościńcem Jędrek kopał ziemię motyką i od czasu do czasu rzucał kamieniami na ptaki albo śpiewał fałszywie:
Uch!... jak ja se urznę
Krakowiaka z nogi,
Pójdą wiechcie z butów,
A drzazgi z podłogi.
Albo pukał w okno chaty i wrzeszczał na przekór Magdzie:
Widzi Bóg, dalibóg,
Żem cię nie poznała,