Jędrek o mało się nie rozpłakał.

— Co mam oddawać moje pieniądze? — mówił. — Przecie oni za to, co zjedzą, osobliwie zapłacą i jeszcze za inne rzeczy, co wezmą!... Nawet pytali się, czy w chałupie są kurczęta i masło...

— To oni kupcy, że dowiadują się o masło i kurczęta? — spytał Ślimak.

— Nie kupcy, ino wielkie państwo, co jeżdżą z szałasem i z kucharzem, a on im w polu jeść gotuje.

— Cygany czy co? — mruknął Ślimak.

Nie czekając na zakończenie rozmowy, gospodyni zbiegła do chaty, a niebawem ukazali się i dwaj panowie. Byli spoceni, opaleni i kurzem okryci, ale mieli takie wspaniałe miny, że na ich widok Ślimak i Owczarz zdjęli kapelusze jak na komendę.

Powitawszy chłopów, starszy pan z długą czarną brodą zapytał:

— Który to gospodarz?

— Ja — rzekł Ślimak.

— Dawno tu mieszkasz?