— Jo.

— Wchodźże prędzej, bo zimno najdzie do izby.

Szczególna osoba weszła, ale zatrzymała się u progu, milcząc. Teraz można było spostrzec, że ma na ręku dziecko, bledsze od kości, ze zsiniałymi ustami; spod płachty wysuwała się jego ręka cienka jak patyk.

— Co ty robisz na taki czas? — zapytał Ślimak.

— Idę za służbą — odparła. Obejrzała się po izbie, szukając stołka, lecz nie znalazłszy go, cofnęła się do drzwi i kucnęła przy ścianie u progu.

— Po wsi gadają — mówiła głosem chrypliwym i jednostajnym — że macie teraz wielkie pieniądze. Myślałam, że potrzebujecie dziewki, i ot, jestem.

— Nam dziewki nie trzeba — rzekła gospodyni. — Jest wreszcie Magda, a i ta niewiele co robi.

— Cóżeś ty zmalowała, że nie masz obowiązku85? — spytał Ślimak.

— W lecie byłam u żniw, a teraz nikt mnie przyjąć nie chce z dzieckiem. Samą prędzej by przygarnęli.

W tej chwili wszedł Owczarz i wstrząsnął się zdumiony, zobaczywszy Zośkę.