— Skądeś ty się tu wzięła?... — spytał.

— Idę za służbą. Gadają, że Ślimak teraz bogacz, więc wstąpiłam, może by mnie wziął za dziewkę. Ale z dzieckiem i Ślimak nie chce mnie wziąć.

— O la Boga! la Boga!... — szepnął parobek na widok nędzy gorszej niż jego własna.

— Coś, Maćku, tak nad nią lamentujesz, jakby cię sumienie gryzło — cierpko odezwała się gospodyni.

— Jużci każdemu żal widzieć tyle nieszczęścia — mruknął Ślimak.

— A najwięcej musi temu, co winien — wtrąciła Ślimakowa.

— Ja nie winien — rzekł Maciek, wzruszając ramionami. — Ale zawdy żal mi jej i dziecka.

— To go weź, kiedy ci żal — odparła gniewna gospodyni. — Prawda, Zośka, że byś oddała dziecko Owczarzowi?... Co ono jest: chłopiec czy dziewczyna?

— Dziewczyna — szepnęła Zośka, patrząc na Owczarza — ma już dwa roki. — I dodała:

— Jak chcesz, to se ją weź...