I kopnął nogą amarantowy fotelik.

— To fotel... — odparł obrażony Leśkiewicz. — Ale tamto co?...

I wskazał palcem do przedpokoju, gdzie w tej chwili weszła stróżka z walizą, a za nią mały chłopak, z wyrazem obawy na piegowatej twarzy, odziany w kapotę do samej podłogi, z tak długimi rękawami, że mu wcale rąk nie było widać.

— To?... — powtórzył Łukaszewski, obzierając się14 przez ramię. — To nic, to nasz Walek.

— Jaki nasz Walek? — zdziwił się Kwieciński, zwany także Niezapominajką.

Stróżka Barbara, osoba tęgiej budowy, z pięknie rozwiniętym biustem, rzuciła w kąt walizę, i wsunąwszy ręce pod fartuch, zabiegała Łukaszewskiemu z prawej strony.

— Cóż to? — rzekła, pochylając głowę i mrużąc oko. — Cóż to?... Może teraz on będzie usługiwał panom?...

— A wam diabli do tego!... — odparł zuchwale Łukaszewski.

— Diabli?... — powtórzyła baba, podnosząc głos. — To pan płaci za usługę rubla na miesiąc, trzynaście dni nie ma pana w domu, i jeszcze będzie pan lokajczuków naprowadzał?... A pan myśli, że panu taki fąfel wyczyści buty porządnie, zamiecie pokoje?...

— Milcz, Barbaro!... — zawołał Łukaszewski.