— Dołóż węgli do samowara, niewolnico!... — dodał Kwieciński.

— Piękny lokajczuk!... — wtrącił Leśkiewicz. — Ależ on się ruszać nie może w swojej kapocie.

— Po coś ty go, Łukaszu, przywiózł?... — dorzucił Gromadzki.

— A bodaj was do prosektorium zanieśli! — krzyknął Łukaszewski, chwytając się dużymi rękami za głowę.

Potem złapał za ramię Barbarę i rzekł:

— Baba... pyf!... samowar, i gnaj do kuchni...

Baba spokorniała jak gołąbek i w jednej chwili znikła z samowarem w przedpokoju.

— Dobrze, ale co to jest?... — spytał nieustraszony Kwieciński, pukając nowoprzybyłego chłopca w głowę.

— Walek, idź do kuchni... Zrzuć kapotę i zobacz, jak się nastawia porządny samowar... — rzekł Łukaszewski.

— Po coś tu przywiózł tego świniopasa??? — odezwał się Leśkiewicz.