— Ażebyście w szkodę nie włazili — odparł Łukaszewski.
— Do nas niepotrzebny — odrzucił śledziennik — a ciebie ani Gromadzkiego nie upilnuje...
— Aj, dowcip!... — mruknął Gromadzki. — W sam raz na podgardlaną kiszkę.
Łukaszewski wzruszył ramionami.
— Zaraz wszystko wam wytłumaczę — rzekł. — Ale ponieważ mam zwyczaj wiedzieć, z kim rozmawiam, więc może mi powiecie, co to za dzwonek i na co?
Teraz wystąpił na środek Kwieciński, mówiąc:
— To jest, widzisz, dzwonek brązowy, kupiony za czternaście groszy od handlarza, ażeby dzwonić na służbę.
— Przecież baba nie usłyszy go na dole.
— No, jeżeli baba go nie usłyszy, to ty usłyszysz, albo twój Walek — odparł Kwieciński.
— Aha! A ten podły mebel, który wyrzucono z publicznego...