— I umiejętnie fałszować wódkę, czy wody mineralne — dorzucił Leśkiewicz.
— Albo zostać pokątnym doradcą i odbierać nam klientów! — dopełnił Kwieciński.
— Nie bójcie się! — odparł zaperzony Leśkiewicz. — Nim on zacznie konkurować z wami w fałszowaniu wódki, czy w pokątnych poradach, już nie będzie nie tylko was, ale nawet tego cukru, który wyrafinują na waszych kościach.
Na wzmiankę o smutnym terminie Leśkiewicz roztarł sobie piersi, jakby go zakłuło w płucach.
Kwieciński wzruszył ramionami i rzekł tonem perswazji:
— Po co ty się ciskasz? — Po co się pienisz... Lepiej powiedz wyraźnie, czego chcesz?
— Chcę, ażebyśmy pomogli temu chłopcu kształcić się.
— Na lekarza albo na prawnika — mruknął Leśkiewicz.
— Nawet na chemika od robienia margaryny, wszystko mi jedno — odparł Łukaszewski.
— Więc musi pierwej skończyć gimnazjum — mówił Kwieciński. — A jeżeli jest za stary i nie przyjmą go?