— To pójdzie do rzeźbiarza.
— Rzeźbiarze sami nie mają butów.
— No, to go oddamy do stolarza — zakończył Łukaszewski, któremu nie robiły subiekcji20 nagłe przejścia od uniwersyteckich szczytów do warsztatowego padołu.
— Tak... do stolarza... do rzemiosła, to nawet i ja mógłbym mu wyrobić miejsce — odezwał się Leśkiewicz.
— A widzisz — rzekł Łukaszewski. — Tylko musi gdzieś mieszkać i coś jeść.
— Mieszkać może u nas — wtrącił ze swego pokoju Gromadzki.
— Z głodu przy nas nie zdechnie — mruknął Kwieciński.
— No, widzicie... Widzicie... — mówił już udobruchany Łukaszewski. — Mnie tylko o to chodziło... Wreszcie każdy z nas może go czegoś nauczyć...
— Ja będę mu wykładał niemiecki, kaligrafię i rysunki — rzekł Gromadzki, nie podnosząc głowy od stolika.
— Ja mogę wziąć geografię i jeszcze co... — dodał Kwieciński.