Był głęboko dotknięty, i coś zaczęło w nim fermentować; ale czy na złe, czy na dobre? — Łukaszewski nie mógł odgadnąć.

— Może Śledź wyprowadzi się od nas?... — pomyślał.

VIII

Kiedy Leśkiewicz wrócił do domu, było już dobrze po północy.

W kuchni na sienniku spał zwinięty w kłębek i przykryty pledem Walek. Leśkiewicz zapalił zapałkę i obejrzał chłopca: dzieciak był rumiany, miał głowę chłodną i bynajmniej nie wyglądał na chorego.

— No, przecie... — mruknął Śledź.

Wszedł do pierwszego pokoju i znowu zapalił zapałkę. Tu, na żelaznym łóżku, w nadzwyczajnej pozie, rozciągnął się Łukaszewski: był do połowy zawinięty w kołdrę, nogi wytknął za łóżko, rękę oparł na ścianie, głowę na materacu, poduszka zaś wysunęła mu się wysoko, na poręcz.

Na drzwiach, jak podwójny wyrzut sumienia, wisiały popielate spodnie, które poprawił Gromadzki. Leśkiewicz westchnął na ten widok, i zbliżywszy się do Łukaszewskiego, próbował go obudzić.

— Łukaszu! Łukaszu!... — rzekł pieszczotliwym tonem.

— Pójdziesz won!... — mruknął zaspany Łukasz.