— Dajże spokój... Cóżeś ty mi zrobił?...
— Mówiłem, żeś egoista i dusigrosz...
— Ba, żebym choć miał co dusić... — szepnął Gromadzki.
— Będziesz miał!... — zawołał Leśkiewicz. — Jutro dam ci tę korepetycję i jeszcze postaram się o drugą... Będziesz miał ze dwadzieścia pięć rubli!...
— Co w ciebie wstąpiło? — dziwił się Gromadzki.
— Dziś poznałem, że jestem niesprawiedliwy osioł... A ty, biedny hołysz, nie masz co jeść!... Nie gniewasz się na mnie? — mówił bardzo wzruszony Leśkiewicz.
W tej chwili z trzaskiem otworzyły się drzwi kuchni, i wpadł Kwieciński.
— Powariowaliście! — krzyknął, zobaczywszy Leśkiewicza i Gromadzkiego w objęciach, obu prawie do naga rozebranych.
Z Gromadzkiego bowiem spadła kołdra, a opukiwany przed chwilą Leśkiewicz również nie odznaczał się obfitym strojem.
— Pogodziliśmy się z Gromadą — rzekł Leśkiewicz.