Biesiadnicy na mój widok chcieli uciekać, myśląc zapewne, że jestem nieboszczykiem; na szczęście pohamował ich stróż.

— „To pan!... A pan tu co robi?...” — zapytał dozorca zmarłych.

—„Przyszedłem zobaczyć tę biedną dziewczynę” — odparłem wskazując Marię.

Goście, oglądając się na wszystkie strony, weszli do trupiarni.

Nagle jeden z nich zawołał:

—„O! ...A toż to moja wychowanka!... Widzieliście wy?...”

—„Ta o?...” — spytał stróż.

—„Ona sama, ona! Bez mała już rok, jak ode mnie uciekła... Naszukałem się jej co niemiara i nie znalazłem, a teraz nie szukałem i znalazłem. Słyszane to rzeczy?”

—„Iii... nic jej ta nie będzie!” — mruknął gospodarz.

—„Chodźcie, marudy, chodźcie do izby, bo zimno!” — zawołała stróżowa.