— Za trzydzieści trzy szklanki ponczu i dwa syfony wody...

— Co? Co?... — wykrzyknęli patron z mecenasem. — Po ileż to wypada na jednego?...

— Po jedenaście.

Nastała chwila milczenia.

— Ja, panie dobrodzieju, nie mogłem wypić jedenastu szklanek — rzekł patron — lecz swoje zapłacę.

— Ja także nie, jednak zapłacę — powtórzył mecenas.

— No, mniejsza o to! — odezwał się adwokat. — Widocznie jeden z nas wypił za siebie i dwu pozostałych, co zresztą nie przeszkadza nam wysłuchać opowiadania szanownego kolegi.

— Kiedy bo... takeście mi głowę zamącili, że doprawdy nie pamiętam...

— Miałeś mecenas, panie dobrodzieju, mówić o Stefanie.

— No tak! Ale oprócz tego miałem na myśli jeszcze jedną kwestię bardzo ważną, powiem nawet palącą, o której literalnie zapomniałem!