— Jaśnie panie!

— W kantorze załatwia się interesy, nie tutaj — przerwał Adler — tam pójdź.

— Byłam, panie, ale mnie za drzwi wyrzucili.

I znowu objęła go za nogi.

— Precz! — krzyknął fabrykant. — Do warsztatów was nie ma, a na chrzty i pogrzeby umiecie żebrać!

— Po słabości17 byłam, panie; jakże mogłam iść na robotę?

— No, to niech ci się ale dzieci nie zachciewa, kiedy im nie masz za co sprawić pogrzebu.

I poszedł do ogrodu, pchając przed sobą oburzonego tą sceną pastora.

Za furtką Böhme zatrzymał się.

— Wiesz, Gotliebie — rzekł — ja nie będę pił.