— O? — zdziwił się Adler. — Dlaczego tak?
— Łzy biednych psują smak wina.
— Nie bój się! Kieliszki są czyste, a butelki dobrze zakorkowane. Ha, ha, ha!
Pastor zaczerwienił się, odwrócił się od niego z gniewem i szybko wybiegł na dziedziniec.
— Stój, ty wariacie! — krzyknął Adler.
Pastor biegł ku stajni.
— Wróćże się!... Hej, ty głupia! — zawołał na nędzną kobietę, która płakała w bramie — masz rubla i wynoś się stąd, pókiś cała!
Rzucił jej papierek.
— Marcin! Böhme! Wróć się. Już wino jest w altance.
Ale pastor siadł na swój wózek i bez kitla wyjechał za bramę.