— Ach! Wyborny papa jesteś! — krzyknął całując go. — Cóż to za nieoceniony wzór konserwatysty32. Prawdziwy baron średniowieczny!... No, niech się papa nie chmurzy. Dalej!... Uszy do góry, mina gęsta...

Porwał go za ręce, wyciągnął na środek pokoju, wyprostował jak żołnierza i mówił:

— Z taką piersią!...

Poklepał go po piersi.

— Z takimi łydkami!...

Uszczypnął go w łydkę.

— Gdybym miał młodą żonę, zamykałbym ją przed papą w okratowanym pokoju. A papa mimo to masz odwagę solidaryzować się z teoriami pachnącymi o milę trupem?... A pal diabli Niemców z ich kuchnią! — Oto hasło godne wieku i ludzi prawdziwie silnych.

— Wariat! — przerwał mu nieco udobruchany ojciec. — Cóż ale ty jesteś, jeżeliś przestał być niemieckim patriotą?

— Ja? — odparł z udaną powagą Ferdynand. — Ja tutaj jestem — polski przemysłowiec; między Niemcami — polski szlachcic: Adler von Adlersdorf; a między Francuzami — republikanin i demokrata.

Takie było przywitanie Ferdynanda z ojcem i takie duchowe zdobycze kupione za siedemdziesiąt dziewięć tysięcy rubli za granicą; chłopiec tyle zyskał, że we wszystkim umiał upatrywać stronę uprzyjemniającą życie.