Ojciec skrzywił się pogardliwie.

— Na co nam ale to wszystko! — odparł. — Alboż Niemcy mają złą kuchnię?

— To świnie!...

— Hę? — zapytał stary.

— Mówię, że Niemcy są świnie — ciągnął syn ze śmiechem. — Ani jeść, ani bawić się...

— No! — przerwał ojciec. — Więc co ale ty jesteś?...

— Ja? Ja jestem człowiek, kosmopolita31, czyli obywatel świata.

To, że syn mianował się kosmopolitą, niewiele obchodziło Adlera, ale tak hurtowne zaliczenie Niemców do rzędu nieczystych zwierząt ubodło go.

— Ja myślałem, mój Ferdynand — rzekł — że za te siedemdziesiąt dziewięć tysięcy rubli niemieckich, któreś wydał, ty nauczysz się trochę rozumu.

Syn rzucił cygaro na popielniczkę i skoczył ojcu na szyję.