— Ho, ho! Mój Marcinie, toteż ja postarałem się, ażeby twoja fala nie wróciła do mnie.

— Kto wie?...

— Ani doktor nie wróci, ani podżegacze do bezrobocia, ani pieniądze za kary, ani... ani nawet Gosławski!...

— Nieszczęście może wrócić...

— Ho, ho!... Nie wróci, nie!... A jeżeli wróci, rozbije się o moją pięść, o fabrykę, o towarzystwo asekuracji, o policję, a nareszcie — o mój majątek...

Późno w nocy rozeszli się przyjaciele.

„Jaki to wariat z tego Marcina! — myślał fabrykant. — On mnie chce nastraszyć!...”

A pastor, jadąc swoim wózkiem do domu, patrzył w niebo i z trwogą zapytał:

— Jaka tu fala powróci?...

Porównanie to przyszło mu na myśl znienacka i Böhme uważał je za pewien rodzaj objawienia. Wierzył, że fala krzywdy wrócić musi, ale kiedy i która?...