Byli już na dziedzińcu przed domem. Adler zatrzymał się nagle.
— Kto ranny? — zapytał.
— Ferdynand.
Starzec rozłożył ręce.
— Połamał nogi, kark skręcił? Co to znaczy?
— Ranny jest... kulą.
— Kulą? On? Jakim sposobem?
— Miał pojedynek.
Czerwona twarz fabrykanta miała teraz kolor cegły. Byli na ganku. Adler rzucił w sieni kapelusz i wpadł w otwarte drzwi. Nawet nie spytał, przez kogo syn został raniony. Cóż go to obchodziło?
W pierwszym pokoju zobaczył służących i jeszcze jednego nieznanego mężczyznę. Fabrykant odepchnął ich i stanął przed szezlongiem, na którym leżał Ferdynand.