— Czy ty wiesz?... Syn mój umarł!
Rzucił człowieka na szosę i pobiegł do budki szwajcara.
— Hej! Zwołać mi przed dom wszystkich ludzi, niech przyjdą... Natychmiast!
Tym samym pędem wrócił do pokoju, gdzie leżał zmarły syn, usiadł naprzeciw niego i patrzył, patrzył...
Ocknął się dopiero w jakie pół godziny.
— Dlaczego tak cicho? — zapytał. — Czy się maszyna zepsuła?
— Pan kazał zwołać robotników, więc maszynę zatrzymali i wszyscy czekają na dziedzińcu — odparł Johann.
— Po co? Na co? Niech idą do roboty! Ja nie chcę, żeby było tak cicho. Puścić maszynę i wszystkie warsztaty w ruch. Niech tkają, niech przędą, niech się kręcą, niech krzyczą!...
Schwycił się oburącz za głowę.
— Mój syn... syn... syn! — szeptał.