— Ale, ale!... Panie Wilski... Jak pan będzie pisał list do księcia, to proszę mu się pięknie kłaniać ode mnie.
Tego samego dnia na herbacie poznał Władysław panią Welt.
Była to kobieta w sile wieku, nie tyle piękna, ile majestatyczna, a zarazem pociągająca. Śniada jej twarz miała wyraz powagi i słodyczy, a czarne oczy dziwnie rozmarzały ludzi.
W ciągu wieczora pani domu kilka razy przez czas dłuższy rozmawiała z Wilskim, który, mając głowę nabitą rozmaitymi planami, mówił tylko o nich. Bankierowa słuchała go uważnie i patrzała na niego tak jakoś szczególnie, że Władysław, powróciwszy do domu, spać nie mógł.
Na drugi dzień Welt dał Wilskiemu korzystne zajęcie i uroczyście wezwał do jak najczęstszych wizyt.
„Ona cię kochała!...” — szeptał mu uporczywie głos, pod którego wpływem pewne fakty ukazywały się Władysławowi w nowym zupełnie świetle.
Na jednym z zebrań czwartkowych, gdy Wilski rozmawiał z bankierową o swym studenckim życiu, zbliżył się do nich pewien nowiniarz i opowiedział, że jakaś dama uciekła z kochankiem.
— Kobiety dla miłości wiele robią! — zakończył dowcipniś z uśmiechem.
Pani Welt surowo spojrzała na niego, a gdy odszedł, rzekła do Władysława swym spokojnym i przejmującym głosem:
— Tak, kobiety dla miłości wiele robią, lecz mężczyźni nie umieją tego ocenić!