Wilski oprzytomniał.

— Ciebie tylko kocham, Heluniu, ciebie i... pracę...

— Ale mnie troszeczkę więcej... Taką małą troszeczkę?...

— Taką dużą!... — odpowiedział mąż ze śmiechem.

Mary pierzchły.

IV. Uśmiech szczęścia

Był już początek kwietnia; śniegi znikły, a po ulicach przewiewał wiatr wiosenny. Wróciwszy pewnego dnia z miasta, Władysław przyniósł żonie kilka listków trawy, zawiadomił ją o tym, że widziano skowronki w polu i że dziś siada do obstalunków Grodzkiego.

Do tej pory nie zajmował się nimi, miał bowiem od jednego z inżynierów miejscowych pilną robotę, nad którą przepędził kilkanaście dni i kilka nocy.

Jakoż rozpiął papier na rajzbrecie i zatemperował ołówki.

— Wiesz, Władziu — odezwała się Helenka — że niezadługo wyjmiemy podwójne okna? Ale prawda! Przeszkadzam ci... Już nic nie będę mówiła. Może ci rozetrzeć tusz?