Władysław dał złotówkę. Woźny wyszedł, skrobiąc się w głowę i mrucząc.

— Władziu! — zawołała znowu Helenka. — Ty musisz iść...

— Dokąd?

— Czy ja wiem dokąd?... Chyba do telegrafu.

— Po co?

— Czy ja wiem po co?... O, Boże! Jakie to szczęście!

Wyszła do swego pokoiku i klękła przed obrazem. W tej chwili jednak zerwała się, wybiegła do kuchni i uściskała zdziwioną i uradowaną Mateuszową. Potem znowu uklękła i zmówiła pacierz.

Wróciwszy do pracowni, zastała męża rysującego.

— Ależ daj pokój, Władziu — zawołała — Czy może być, aby to ciebie nie obeszło!... Doprawdy, że ja się ciebie boję?... Ile to na nasze pieniądze wyniesie?

— Prawie pół miliona rubli — odpowiedział spokojnie Wilski.