Zdawało mu się, że widzi żonę swoją w oknie górnego pokoju, nasłuchującą turkotu bryczki.
— Heluniu! To ja... — powtórzył. — Już jestem!... Spojrzyj na mnie...
„O, już go nigdy nie zobaczę!... Nigdy” — mówiło widmo.
— Ja przecież jestem, spojrzyj na mnie, Heluniu!... — jęknął Wilski.
„Tak długo czekam i nie doczekam się nigdy!...” — szlochało widmo, rozpływając się we mgle.
*
Na drugi dzień proboszcz i gromadka ludzi odprowadzała czarną trumienkę na cmentarz wiejski. W połowie drogi orszak ten spotkał bryczkę pocztową, z której wyskoczył Grodzki i stanął obok postępującego za trumną Władysława.
Przez cały czas Wilski był prawie nieprzytomny. Nie patrzał na nikogo i milczał.
Na cmentarzu jakiś głos odezwał się:
— Otwórzcie trumnę, może ją jeszcze zechce zobaczyć.