— Wielki Boże! Jakiż ze mnie egoista!... — pomyślał i krew uderzyła mu do twarzy.
Z tym wszystkim, na trzy osoby jest w domu rubel!...
Odwrócił kilkanaście kart książki i trafił na formułę prawdopodobieństwa zdarzenia przyszłego ze zdarzeń przeszłych.
— Jeżeli przez czterdzieści dni nie miałem roboty, jakie jest prawdopodobieństwo, że ją dostanę jutro?
— Jedna czterdziesta pierwsza! — odpowiedziała formuła.
Ciekawym bardzo, jakie też jest prawdopodobieństwo, że zostanę złodziejem lub samobójcą?...
Formuła milczała.
Przez okno widać było śnieg topniejący na dachach, parę napuszonych wróbli i skraj nieba. Władysław podniósł oczy na niebo i pomyślał, że dziś jest połowa marca, i że nie prędzej niż w maju dostanie miejsce rysownika w fabryce, z pensją trzydziestu rubli na miesiąc, za dziesięć godzin pracy!...
Odrzucił rachunki i wziął Maksymy Epikteta9. Filozof niewolnik bywał często lekarzem zbolałej duszy; Władysław otworzył książkę i począł przewracać kartki. „Wygnaj twoje pragnienia i obawy — mówił mędrzec — a pozbędziesz się tyrana.”
„O, ślepy i niesprawiedliwy! Mógłbyś tylko zależeć od siebie, a chcesz zależeć od tysiąca rzeczy, które ci są obce i które oddalają cię od prawdziwego dobra!... ”