— Pan organista?...

— A ja!... — odparł — ale co się stało?...

— Staś mi zginął!... O dla Boga!... — jęknęła i oparła się na krawędzi bryczki.

— Cóż to?... Cygany go porwały?... Panie święty!...

Szarakowa opowiedziała w kilku słowach wypadek.

— Ech! kpij pani z tego!... — zawołał organista. — To wyraźnie jakiś szlachcic jechał... Panie święty!... no, a tacy nie kradną dzieci. Siadaj pani do bryczki!... Et cum spiritu tuo49.

— Po co?

— Jak to po co? Panie święty!... Będziemy szukać chłopca i amen!...

— Może on już?...

— Co może on już? Myślisz pani, że nie żyje?... A kogóż ja bym uczył?... Jeżeli ja go mam uczyć, gdy będzie miał, Panie święty, lat sześć, to jużci chłopak nie umrze w drugim roku... In saecula saeculorum...50