— Śliczne dziecko! — mówiła jedna.

— Jakie delikatne!

— Musi mieć przynajmniej rok — dodała trzecia.

— Toteż sędzia akurat dwa lata pracuje dla publicznego dobra!... — huknął tubalnym głosem pułkownik.

— Ależ, panowie, to musi być omyłka!... — tłumaczył się zmienionym głosem nieszczęśliwy sędzia.

— W takim adresie nie może być pomyłki! — wtrącił niepoprawny pułkownik. — Ale nie ma co mówić, chłopiec śliczny jak malowidło!

Korzystając z rejwachu, pani Łoska wymknęła się do pokoju. W kilka minut wróciła stamtąd z mocno zaczerwienionymi oczyma, ale już spokojniejsza i jakby zrezygnowana. Za nią toczyła się stara, gruba szafarka57.

Gdy sędzina drżącymi rękoma wydobyła Stasia z wózka i oddała go szafarce, biedny mąż niezwykle pokornym głosem zapytał:

— Co z nim myślisz robić?...

— Przecież go nie oddam na folwark... — odparła cicho żona z odcieniem wyrzutu w głosie.