— Gorąco mi — odparł gospodarz i zakaszlał.

— To tak panu bez te piersi i bez te goroncke... Jobym jedno tyło lekarstwo broł: słoninę i wódkę. Sprawiedliwie!

Młodzieniec jadł.

— Ale wódkę cystą, jak oko! Bo to, panie, Zydy mi dzisia dały jazambówki, co panie musioł w ni być witriol23... sprawiedliwie!

Chory jadł, odkładając wówczas tylko łyżkę, gdy kaszlał.

— Pedom panu, ino com wypił drobinkę, jak mnie panie nie weźmie, jak mnie panie nie rzuci... Tylom co zased do sieni, jak mnie drugi raz nie weźmie, jak drugi raz nie ciśnie, a tu ci panie jak moja baba nie wypadnie, jak ci mnie nie weźmie motać... Eh panie! od samego ożenku nie dogodziła ci mi tak, jak dzisia! Sprawiedliwie...

Młodzieniec zjadł, postawił dwójniaki24 na podłodze, oparł głowę o ścianę i obnażoną, zapadłą pierś okrył kołdrą, która niegdyś musiała mieć zapewne kolor.

— Pan tak zawdy na wilii som? — zapytał Antoni.

— Już trzeci rok.

— A niby dawni to niby pan miał zawdy kogości?...