— Dziecino ty moja, Haniu serdeczna! — zawołał starzec, szukając rękami głowy dziewczynki — ja tabaki nie zażywałem, żeby tobie tę ot lalunię kupić, a ty mnie znowu tabakę dajesz, pewno z bułeczek twoich?...
I wydobył z za pazuchy kilkogroszową lalkę w różowej sukni.
— Jaka śliczna! — zawołało dziecko.
— A tobie, Kasiuniu, także szalik kupiłem... Ładny?
I podał kobiecie chustkę włóczkową.
— Czerwona, ojczulku...
— Bodaj tych Żydów! — mruknął stary. — Mówili, że czarna...
Zakołatano we drzwi.
— Prosimy! a kto tam?...
Na progu ukazał się tęgo zbudowany facet w kożuchu.