Miler schwycił się za głowę.
— Nie mogę zgubić mego narodu — wyszeptał po chwili zadyszanym głosem. — Zrywam umowę...
— Więc giń! — zawołał Indus, dotykając palcem jego czoła.
*
Miler nagle ocknął się. W gabinecie nie było nikogo, gabinet zaś był ten, w którym rozmawiał z Czerskim i Goldbergiem. Na stoliku stała szklanka niewypitej lemoniady, na podłodze leżał numer „Matina”.
Miler wyjrzał na salę, a w tej chwili przybiegł służący biało odziany.
— Czy ten pan wyszedł?...
— Przed kwadransem wyszli stąd dwaj panowie.
— Ale Ahamkara?... — pytał Miler.
Służący pokręcił głową.