prowadziły, wiodły. Za ostatnimi krzewami, pod murem
odsłoniłam
rozwaloną altankę: na podłodze
dwa złączone ciała
pracowały
spazmatycznie, głęboko,
tężejącym ruchem, którego rozlewiskiem
były włosy, ramiona, plecy. Sami, skupieni tam,
wewnątrz, gdzie te drobne już, jakby niecielesne skurcze
wyświetlają to właśnie miejsce