swojej nogi w wysokim skórzanym bucie

i przytulone do niej

dziecko. Odłożył kredę i spojrzał na mnie

z uśmiechem, który poruszył mnie

i ogrodził. Stromymi schodami

zbiegłam

w najgęstsze zarośla, na sam dół

gdzie zsypują śmieci. Od domu, górą,

szedł głos śpiewaczki: bijące fale energii

cofając się leciutko, jak wdech, wybiegały,