Nie, nie, coś poza samą sobą także. Zawsze po lewej stronie

ale już nie z wyznania, a tylko z przekonań; nienawidziłam

McCarthy’ego, południa, republikanów, pań domu z życia

i z reklam,

teraz jednak bardziej intymnie ze sobą,

z podwiniętymi nogami, zaczytana

dopóki na kartki nie spadła kropla lodów pistacjowych,

ta ich zieleń taka nieprawdziwa, taka naturalna

Zdjęcia robiłam coraz lepsze,

W czerwonym świetle ciemni