brzęk łyżek, z pomiętej gazety

wyłania się chleb

(niegrubo ukrojona kromka, ale zjadłoby się

choćby kawałeczek)

ktoś wylizuje talerz, żeby nie przepadło

ani jedno ziarno kaszy. Ciut nieuwagi i nieco szalbierstwa

i dnia tego stanął przed nim drugi talerz zupy.

Szczodry dzień

bo jeszcze

na ulicy Leszno, w bramie