(Mieszkam jakieś półtora kilometra od tego Jordanu,

jezdnia, park, kilka murów

z rysunkami i napisami

w tym „Żydzi do gazu”, znów jezdnia, tereny sportowe

i już jest, płynie.)

*

W garkuchni

wisi gorąca para, zapach życia; jedzenie

wchodzi pomiędzy rozmowy, okrzyki

zciszone i głośniejsze (kto? kto umarł)