Przy hangarach na polu Mokotowskim ruch. Sprawdzają jakiś świeżo nadesłany transport aparatów lotniczych.
Nagły hałas zatrzymanego blisko samochodu.
Zbliża się ku nam grupa wojskowych. Na barwnym tle mundurów jedyna siwa plama.
Pociemniało mi w oczach ze wzruszenia — A więc spełni się najtajniejsze marzenie. Zobaczę Komendanta!
Podchodzą do naszego aparatu. Niezapomniany głos pyta Stasia. On odpowiada radosnym raportem.
Tymczasem barwny adiutant89 pochyla się nade mną.
Poznaję go. On to niegdyś przed chatą Komendanta ochrzcił mnie pierwszy mascotte’ą.
Ale i on mnie poznał. Daj mu Boże zdrowie!
— Toż to nasz brygadowy Miś! — woła ze zdumieniem. — Skądże ten znowu tu? Od kiedyż awansował na lotnika?
Zapytany Staś w paru słowach streszcza moje dzieje.