— Wojna.
Nie wiem jak długo nikt z nas nie ośmielił się przerwać milczenia.
Roznosiciele byli już daleko i tylko za nimi biegł ulicami głuchy zgiełk, przerażony bełkot obudzonego piorunem miasta.
Obejrzałem się na pokój.
Tych parę godzin zmieniło go do niepoznania. Zdrętwienie wakacyjne prysło. Wszystko było zbudzone, uroczyste, czujne.
Po starej broni, rozwieszonej na ścianach, przelatywały co chwila ostre, gwałtowne błyski.
I cisza. Ale jakże do tamtej codziennej niepodobna!
Czekamy. Kto odezwie się pierwszy?
Wreszcie!
W staroświeckim biurku dziada najgłębsza, zapomniana skrytka westchnęła.