Drzwi frontowe, które uprzejmie go wpuściły i zamknęły się za nim, są tak zacięte, że żadna siła nie może ich otworzyć. Klucz nie chce się obracać w zamku, zatrzask ani drgnie.

Tymczasem generał szuka szczotki do czyszczenia. Biega kucharka, biega Griszka, oficer zaś majstruje przy drzwiach. Szczotka zapadła w ziemię.

Zniecierpliwiony generał rezygnuje wreszcie z oczyszczenia munduru i z frontowego wyjścia. Zabrawszy oficera, wynosi się przez kuchnię. Griszka coś oberwał po drodze.

Teraz wszystkie przedmioty pękają ze śmiechu.

Szczotka zsuwa się sama na ręce ogłupiałego Griszki. Ten ma ochotę splunąć, ale przez szacunek dla posadzki wstrzymuje się, siada na stołku i zaczyna pucować generalskie buty.

Słyszę go, jak wymyśla sam do siebie:

— Ciągają człowieka po świecie, cudze wojować. Złe w tym kraju. Po co mnie tu czortowe sztuki oglądać, kiedy ja mógł u siebie chleb, sól do woli jeść. Ot, puściliby, sobaki38, do domu — wzdycha ciężko.

To jednak przechodzi już całkiem moje niedźwiedzie zrozumienie.

Więc on nie z dobrej woli? Ale w takim razie...

Nie takie to widać proste słowo — wróg.