Potem poznałem więcej tych, którzy z dobrej woli przyszli na naszą ziemię.

U generała bywali wszyscy carscy działacze, co zlecieli jak kruki do zdobytego miasta, cudze na swoje przerabiać.

Tego dnia generał czekał właśnie ważnej wizyty: miał go odwiedzić świeżo przybyły do Lwowa dygnitarz, o którym aż zbyt wiele wiedzieliśmy już od telefonu.

Drzwi otworzyła przypadkowo kucharka, która na niezwykły widok z całym pośpiechem splunęła trzykrotnie po trzy razy, (co, jak wiadomo, najskuteczniej chroni od uroku) i uciekła, co siły w nogach.

Generał już prosił gościa do pokoju i sadowił w najwygodniejszym, starym, krytym skórą fotelu dziada. Obok przystawił stoliczek z zakąską.

Gość gładził swoje długie, strączkowate włosy i przedstawiał generałowi plan, mający na celu „przywrócenie rodzimego prawosławia temu rdzennie rosyjskiemu krajowi”.

Prosił o poparcie władz wojskowych, użyczenie siły zbrojnej dla wypadków opornych.

Generał godził się, potakiwał. Wymieniono wzajemne grzeczności.

Wreszcie rozmowa zeszła na tematy prywatne i generał zaczął uskarżać się na „nieszczęśliwość” swego mieszkania.

— Prosto39 złe się sprzeciwia — mówił. — Co robić, ojcze?