Głusza. Ciemność. Nic.
Straciłem przytomność.
Kiedy oprzytomniałem i zacząłem rozmyślać, sytuacja wydała mi się mniej rozpaczliwa.
Prawda, że byłem w rękach rosyjskiego generała, zamknięty w skrzyni i wieziony wbrew mojej woli.
Ale mimo wszystko — jechałem w świat.
To słowo miało zawsze czarodziejską własność pocieszania mnie.
— Nie jesteśmy przecie jeszcze w tej Rosji — myślałem — jedziemy tymczasem w głąb Polski i to na front. Jakoś to będzie!
Najgorzej złościł mnie sposób podróżowania. To było dobre dla nowonarodzonego Misia, ale dziś!
Moi towarzysze podróży byli zrezygnowani:
— Nie taki diabeł straszny, jak go malują — mówił, znający niegdyś Rosję, samowar. — Zajedziemy do Rosji — to będziemy w Rosji.