Wyprostowany służbiście Szczapa recytuje:

— Melduję posłusznie, obywatelu Komendancie! Niedźwiedź. Zdobyczny.

Uśmiech. Jaki niespodziewanie jasny, dziecięcy uśmiech. Rozjaśnił całą twarz. Oczy zrobiły się miękkie i dobre, dobre.

Szczapa rozpromieniony robi na pięcie foremny zwrot i wychodzi, przyciskając mnie czule do boku. Wtedy dopiero ośmielam się cicho, radośnie — westchnąć.

Przed chatą jeden z oficerów zaczepia Szczapę. Ten prezentuje mnie na żądanie, dodając z dumą, że sam Dziadek uśmiechnął się do mnie.

Ale i bez tej zachęty wszystkie twarze rozweselają się, jak na urząd.

Przechodzę z rąk do rąk.

— Wcale49 zuchowaty niedźwiadek — decyduje jeden z oficerów.

— A wiecie — mówi drugi — w Paryżu to takie niedźwiadki przyczepiają do automobilów „na szczęście”. Co drugie auto w Lasku Bulońskim50 wiozło taką małpę na koźle.

— Moda!