To słowo zelektryzowało Zosię.

— W Śtaniślawie ciocia. Zosia chce do cioci.

Zrozumieli.

— A jaka twoja ciocia dzieciątko? A jak się nazywa? — bada doktór.

Mała nie umie odpowiedzieć:

— Ciocia Mania.

Niczego wy się od niej nie dowiecie, doktorze — konkluduje siostra. — Jakiej mnie tam cioci Mani szukać? Do prijutu małą damy, tak i chwały Bożej przybędzie. Duszę zbawim niewinną.

Drżałem. Wiedziałem ja dobrze o tych prawosławnych w Polsce przytułkach. Jak żywa stanęła mi w oczach głowa o strączkowatych, długich włosach pod stosem zakąsek na przewróconym fotelu we Lwowie. Więc on jeszcze działa? Biedna Zosia!

Muszę przyznać, że myślałem więcej o niej, niż o sobie. Całą tę noc spędziłem w niepokoju i rozpaczy.

Próżno jednak łamałem głowę nad obmyśleniem ratunku powrotem do swoich. Nie! Nie widziałem rady.