I nagle... Czy to sen? Czy rozpacz wyczarowała ten najszczęśliwszy obraz z dna pamięci, aby tym bardziej straszliwość swą mi ukazać? Czy też to — prawda?
Ulicą na wprost nas idzie przyjaciel naszej podróży, ułan. a obok niego... nie! jeszcze nie mogę wierzyć oczom własnym! — obok niego — moja dawna, kochana pani — Hala! Hala z panią Niedźwiedzką. Tak jest. Nie ma wątpliwości! Te lata zmieniły ją wprawdzie trochę — wyrosła, wysmuklała — ale te dwa płowe warkocze nie mylą i te oczy śmiejące i każdy ruch znany, niezapomniany, najdroższy!
Zosia także spostrzegła. Wyprzedziła siestricę, podbiega do swego przyjaciela. Ten podnosi ją w górę razem ze mną i przedstawia paniom.
W krótkich słowach streszcza dzieje małej. Widać opowiadał je już poprzednio. Pani Niedźwiedzka słucha z zajęciem. Hala patrzy na mnie — Jedną chwilę nie dowierza, waha się. wreszcie spogląda na obróżkę, i oczy jej napełniają się łzami podwójnego wzruszenia:
— Mamo! To jest Miś!
Nie umiem opowiedzieć, co działo się ze mną przez te chwile. Wszystko przeistaczało mi się w oczach. Więc koniec złego! Bo przecie nie wątpiłem ani na mgnienie oka: wszystko rozstrzygnąć się musi szczęśliwie — od razu — albo — nie jestem Misiem.
Byłem Misiem. Znałem moją panią. Już ramionka Hali oplotły szyję pani Niedźwiedzkiej, główka schyliła się i szepce coś gorąco do jej ucha.
— Ależ oczywiście, moje dziecko! Ależ najchętniej! — mówi matka. — Jeśli tylko ta pani się zgodzi...
Krótkie porozumienie z siestricą: czy pozwoli wziąć sierotkę na wychowanie państwu Niedźwiedzkim. Mała znajdzie opiekę stałą — będzie jej dobrze. Czego szukać przytułków? Widać los lak zrządził.
W sercu siestricy toczy się walka między domniemanym obowiązkiem religijnym a rozsądkiem. Ostatni przeważa. Rada63, że dziecku będzie tu dobrze i że pozbędzie się sama kłopotu, oddaje uroczyście Zosię i mnie w ręce Hali.