— Cóż będzie dalej? — pyta mój pan.
— Ha! zeszliśmy pod ziemię, jak krety — brzmi odpowiedź. — Skrycie trza znowu iść. Wszędzie dotrzeć. Wszędzie być. Taki rozkaz.
Mówią o organizacji. O zadaniach pracy.
Pójdziemy razem.
Mój pan od dawna służył już wspólnej sprawie. W organizacjach wojskowych pracował. Stanie się teraz ważną sprężyną ruchu.
Rozmowa schodzi na szczegółowy plan działań. Ręce się uścisnęły.
W pewnej chwili czuję na sobie uporczywy wzrok gościa.
— Widzę, że i wy — odzywa się do mego pana — macie tu niedźwiadki „na szczęście”. Mnie bo to przypomina inne, lepsze czasy.
Wyciąga po mnie rękę. Och, dać się poznać!
I nagle: