I już kocham się, jak sztubak, taki duży, sławny pan.

O wytarty plusz poduszki dosyć szorstkie wsprzeć policzki,

Turkot ciszę ukołysze, wszystko będzie, jak przez mgłę.

I znów przyśnią mi się usta długorzęsej podróżniczki

Całowane gdzieś wieczorem koło Moskwy czy Louvain...

Przyjdą myśli wypłowiałe, jak dalekie sny o damach.

Tych, co kiedyś mnie kochały, zapomniały... może czas?...

Panieneczki złotogłówki zmysłowieją w oknoramach,

Ostrym wiatrom się oddają z całej siły, pierwszy raz.

Może śnią im się w wiatrakach baśniejące złotozamki...