Na brudnym płocie wisi mój jasnożółty plakat.
W kawiarni na werandzie kakao pije Maj.
Ulicą idą wolno dwa długie sznury pensji.
Na płytach trotuaru jak brylant skrzy się dżet.
Spojrzenia powłóczyste przez przymrużone rzęsy
Soczyste są, jak likier i pachną Coeur de Jeanette.
Prozowierszem
Od zielonej lampy
na białym obrusie
kładą się półkola